Poród w domu, a poród w szpitalu
PDF | do druku | do pobrania
autor: mentos
zamieszczono: 15.12.2011 19:18, przeczytano razy: 112, słów: 540, komentarzy: 0
Na Zachodzie rodzi się coraz więcej dzieci w warunkach domowych. W Polsce prawo pozwala położnej prowadzić samodzielnie naturalny poród, a matce wybrać najlepsze miejsce, w którym chce wydać na świat potomka. Jest nim często dom. Lekarze grzmią o niebezpieczeństwach i szaleństwie osób, które się na to decydują; położne mówią o konieczności patrzenia na poród jak na fizjologię, w której największą rolę odgrywa komfort psychiczny. Obie strony mają rację, ale kierują się innymi przesłankami.
Największą zaletą domowego porodu jest rezygnacja ze zbędnych medycznych procedur, na które narażona jest każda kobieta w szpitalu. Położna prowadzi rodzącą w cichej i spokojnej atmosferze, czym sprowadza cały proces do sprawy naturalnej i intymnej. Dzięki temu, że odbywa się to poza placówką medyczną, przyszła matka może robić to, na co ma ochotę – przyjmować różne pozycje, dowolnie relaksować się w przerwach między skurczami, jeść i pić, spać, słuchać muzyki. Dobiera sobie świadomie towarzystwo i nie musi się godzić na obecność osób trzecich.
Poczucie komfortu i bezpieczeństwa zmniejsza ryzyko niepotrzebnej medykalizacji porodu. Nikt nie stosuje na silę lewatywy, nie goli krocza ani go nie nacina, jeśli nie ma takiej potrzeby. Rodzącej nie podaje się kroplówki z oksytocyną, czy przebija pęcherza płodowego z powodu wstrzymania czynności skurczowej po przyjściu do szpitala (tzw. efekt izby przyjęć). Wyeliminowany zostaje stres związany z obcym środowiskiem, nieznanymi ludźmi, przedmiotowym traktowaniem i niepewnością dalszego rozwoju sprawy. Kobieta może czuć się po prostu dobrze, a nie leżeć w podartej szpitalnej koszuli z lampa świecącą w krocze. Placówka medyczna nie chroni także przed możliwymi zakażeniami. Okazuje się, że domowa flora bakteryjna jest bezpieczniejsza niż szpitalna. Małe dziecko od pierwszej chwili ma kontakt z drobnoustrojami ze swojego domowego środowiska, na które uodparniają go przeciwciała z mleka matki. Natomiast drobnoustroje szpitalne, to często bardzo odporne na wszelkie leki patogeny, które mogą naprawdę wywołać ciężkie zakażenie.
Lekarze jednak bronią szpitali, jako jedynych rozsądnych miejsc do rodzenia, powołując się na bezpieczeństwo matki i dziecka. Niestety za wieloma wypowiedziami na ten temat kryje się ambicja przedstawicieli środowisk medycznych, którzy nie chcą oddać swojej pracy w ręce położnych. Nie chcą także tracić pacjentek, wpływów z NFZ, opłat za porody rodzinne czy za „lepszą opiekę”. Z pewnością boją się także, że ostatecznie nie będą potrafili poradzić sobie w sytuacji podbramkowej, kiedy na izbie przyjęć pojawi się rodząca w stanie krytycznym. Ale nie oszukujmy się, w przypadku fizjologicznego porodu kończącego prawidłową ciążę lekarz pojawia się na sali porodowej tylko po to, by złożyć podpis na karcie. Nie wzywa się go, jeśli wszystko jest dobrze, a tak dzieje się w zdecydowanej większości przypadków.
Ginekolodzy apelują, że położne nie są wystarczająco przeszkolone, czym kwestionują nie tylko ich wiedzę, ale także polski system kształcenia i polskie prawo. Pytania na ten temat kwitują często stwierdzeniem, że coraz więcej szpitali oferuje warunki domowe – ale są to zwykle pojedyncze placówki i pojedyncze sale. Jeśli na porodówce jest więcej kobiet, zawsze któraś będzie musiała rodzić w zwykłym boksie oddzielonym kotarą od innej pacjentki. Jeśli jest to szpital kliniczny, piętnastu studentów będzie zaglądało jej w krocze, a personel będzie gotów poród przyspieszyć, by kobieta urodziła przed końcem dyżuru. Wiele nam brakuje jeszcze do europejskich standardów.
o Autorze
N.D.
oceń Artykuł:
więcej artykułów z tej kategorii:
Wizyta u ginekologaTrudy samotnego oczekiwania na dziecko
Prawidłowe prowadzenie ciąży
Jak zaplanować ciążę?
Whisky dla kobiet?
Kobieca (nie)dola
Przygotowania do ciąży
Komentarze 
Dodaj komentarz
powiadom znajomych o tym artykule:
