Albercik.pl - darmowe artykuły na Twoją stronę

Witaj Guest

Szukaj Artykułu:


Albercik.pl - darmowe artykuły na WWW » Kultura-i-sztuka » Film » Przewrócę się albo coś? To ja za swoje się przewrócę!

Przewrócę się albo coś? To ja za swoje się przewrócę!

autor: monikaq | artykuł do pobrania

zamieszczono: 18.05.2012 11:20, przeczytano razy: 645, słów: 475


Cytaty z dokumentu Ewy Borzęckiej są bardzo soczyste i nieśmiertelne. Film "Arizona" to z zabawny ale i tragiczny portret społeczności, osieroconej przez dawny ustrój. W popegeerowskiej wsi Zagórki, jedyną przepustką do chwil szczęścia i beztroski jest tanie wino.


Ewa Borzęcka postanowiła zrobić filmowy portret transformacji społecznej. Przy okazji uwieczniła uroki wiejskiej mentalności. Bohaterowie, bez krzty wstydu, opowiadają przed kamerą o swoim życiu. Kamera jest tu niemal konfesjonałem, który skłania do najbardziej osobistych wyznań. Dawka szczerości jest niewątpliwym atutem tego filmu. Podczas zalewu wyreżyserowanych póz i zmanierowanych ludzi, wiejska prostota jest czymś ożywczym. Docenili to nie tylko recenzenci, ale i widzowie, którzy do dzisiaj chętnie wracają do tego, sędziwego już, dokumentu.

 

Dlatego żyję bo ja burka zjadłam”. Starsza pani nie boi się mówić o swoim życiu. Kamera nie przeszkadza jej w opowiadaniu o opuszczeniu i samotności. Nie kryje także łez, gdy wspomina swoje życie, przerwane przez wojnę (i o smalcu z psa, który uratował ją od śmierci głodowej). Dzięki temu, kocha psy, koty i … Arizonę. Straciła swoją rodzinę, zostało jej więc tylko samotne przechodzenie przez schyłek życia. Nic więc dziwnego, że szuka zapomnienia w alkoholu. Jak sama przyznaje, jest dobrą kobietą, więc bóg na pewno to doceni, czasem nawet sam podsuwa jej buteleczkę na stolik przy łózku.

 

Jestem wierząca i kurwa pijaczka”. W tej zachodniopomorskiej wsi, przeważają ludzie wierzący, jednak najgorliwiej wierzą oni w zbawienną moc Arizonki (jak ją pieszczotliwie nazywają). Można z nich szydzić, jednak trudno winić ich za to, co ich spotkało. Przez kilkanaście lat mieli zapewnioną pracę i źródło utrzymania, przystosowali swoje życie do tego właśnie rytmu. Gdy ustrój się zmienił, zwyczajnie o nich zapomniano. „Arizona mnie została... i z nią żyję,... wypiję, położę się i nic ci nie boli". Arizona jest więc jedynym lekiem na bolączki transformacji.

 

Film ten wielokrotnie traktowany jest jako pole do szyderstwa z bohaterów. Lokalne intrygi, podsłuchiwanie sąsiadów i zakrapiane hulanki. Łatwo jest to wyśmiać i ze spokojem sumienia uznać, że jesteśmy lepsi. Warto jednak wczuć się w sytuację dorosłych ludzi, którym wmawiano, że ciężka praca wystarczy. Obraz mieszkańców ukazuje koszty, jakie poniosło wielu obywateli, wierząc w dawne obietnice państwa. Wpajany im obraz sukcesu, polegający jedynie na sumiennej pracy, na ich oczach rozkrusza się. Nie dziwi więc to, że szukają choć chwili szczęścia, choćby w upojnej podróży do Arizony.

 

Łatwo jest oceniać bohaterów, siedząc przed ekranem i sącząc wykwintne czerwone wino. Warto jednak wczuć się w położenie tamtych rodzin. Jeśli wmawiano im, że wykształcenie jest zbędne, wystarczy, że będą dobrze pracować, skazano ich na poczucie bezradności. Obietnice zostały pochowane wraz ze starym systemem, a tamtejsze rodziny stoją zmieszane nad grobem minionej epoki i... pocieszają się winkiem. Wypijmy za ich zdrowie.

o Autorze

M. B.



powiadom znajomych o tym artykule:

oceń Artykuł:

Nikt jeszcze nie zagłosował na ten artykuł, bądź pierwszy/pierwsza!



komentarze wspierane przez Disqus

Powered by ArticleMS from ArticleTrader