Albercik.pl - darmowe artykuły na Twoją stronę

Witaj Guest

Szukaj Artykułu:


Albercik.pl - darmowe artykuły na WWW » Internet » Jak się ma Hitler do internetowych dyskusji? O końcu Internetu

Jak się ma Hitler do internetowych dyskusji? O końcu Internetu

autor: graper | artykuł do pobrania

zamieszczono: 10.04.2014 12:50, przeczytano razy: 621, słów: 485


Niestety wspomniane nazwisko dobrze się ma, jego obecność jest wciąż aktualna, co nie świadczy o nas – polskich internautach – dobrze. Dlaczego niby za wirtualnymi granicami jest w tej kwestii lepiej? 


Rzecz w kindersztubie, zapomnianym niemal słowie, które oznacza ogólne obycie, dobre zachowanie.  Kiedyś troglodytyzm mentalny czy hejterstwo nazywałoby się inaczej - brak kindersztuby, co oznaczało nieumiejętność odpowiedniego zachowania się. Źródłosłów odsyła nas do języka niemieckiego, gdzie wśród znaczeń składających się na wyraz znajdujemy coś ciekawego – stawianie kogoś (ze względu na nienaganne maniery) za wzór dla młodego pokolenia. Takie były czasy, że młodzi podążali ścieżkami wytyczonymi przez dorosłych, a dotyczyło to zarówno dyplomatów, jak i złodziei. Nawiasem mówiąc i jedni, i drudzy mieli kiedyś swój kodeks honorowy (oczywiście nie wspólny), którego sztywne zasady przechodziły z mistrza na czeladnika w danym fachu.

Obecnie kodeks honorowy jest reliktem przeszłości takim samym jak wspomniana wyżej kindersztuba, choć niewyraźne ślady jego obowiązywania można zobaczyć tu i ówdzie w Internecie. Szczególnie na forach tematycznych, gdzie najczęściej objawia się za pomocą nożyc cenzorskich używanych przez co bardziej autorytarnych w zakusach adminów. Teraz to administratorzy ustalają zasady dyskusji i wskazują granice, poza które wychodzić nie należy (przynajmniej zwykłym zjadaczom internetowego chleba, bo wiadomo, że sami admini i ich przyjaciele mogą pozwolić sobie na więcej).

O przekraczaniu granic w dysputach wiekopomne (choć skromnych rozmiarów) dzieło pozostawił po sobie Arthur Schopenhauer. Jego Erystyka, czyli Sztuka prowadzenia sporów jest do dzisiaj lekturą obowiązkową dla tych wszystkich, którzy chcą być niepokonanymi w debatach – polityków, prawników i innej maści dyskutantów. Ostatnim i ostatecznym argumentem, którego można użyć przeciw rozmówcy jest jego zdenerwowanie. Można odnieść wrażenie, że ten właśnie sposób prowadzenia dyskusji, sam nie polecany przez Schopenhauera, jest obecnie w Internecie najpowszechniejszy.

Kiedyś była tego świadomość. Co więcej, zgodnie z terminologią użytą przez niemieckiego filozofa tytułuje się jeden ze sposobów niegodnej dyskusji argumentem ad Hitlerum (czyli przywołanie postaci Hitlera, porównanie do niego czy do nazizmu). Inaczej nazywany prawem Goodwina (od nazwiska twórcy pojęcia, Mike`a Goodwina) był wśród użytkowników Usenetu (archeologia Internetu!) czymś w rodzaju jednego z elementów kindersztuby – kiedy argument ad Hitlerum został użyty, wątek był natychmiast zamykany, a używający go dyskutant był traktowany jako przegrany.

Nic dziwnego, że w naszej rozemocjonowanej politycznie internetowej społeczności podnosiły się głosy, że na użytek nasz, polski, powinien być wprowadzony „odpowiednik” odwołania do nazizmu, czyli argumentum ad komunum. Trudno jednak spodziewać się, aby każdorazowe odniesienie do czasów sprzed 1989 roku powodowało zawieszenie dyskusji – Internet by się wtedy skończył, przynajmniej na naszym polskim poletku. Pozostawałoby tylko pisać teksty i je prezentować, ale już dyskutować na ich temat – nie.

o Autorze

Tomasz Nowotarski



powiadom znajomych o tym artykule:

oceń Artykuł:

Nikt jeszcze nie zagłosował na ten artykuł, bądź pierwszy/pierwsza!



komentarze wspierane przez Disqus

Powered by ArticleMS from ArticleTrader